Blog Księdza Piotra

Długo zastanawiałem się czy wspomnieć na mojej stronie o filmie, który w ostatnim czasie obejrzało tysiące rodaków. Wydaje się, że znacząca część świeckiej blogosfery oraz  tzw. katoblogerów już wystarczająco dużo napisała. Czy jest coś do dodania? A szczególnie przez księdza, który wcale nie jest ani święty, ani idealny. Przez nieustannie nawracającego się grzesznika. Powróciłem do słów z zakończenia mojej magisterki napisanych w 2006 roku. W kontekście tego filmu dziś je zupełnie inaczej czytam. I rozumiem… Bo ten film jest o zdradzie. I chyba wyłącznie o niej…


“Jasnym faktem jest to, że Piotr zaparł się Jezusa, zaparł się wierności Jemu, bycia przy Nim – aż do końca Jego misji na ziemi. Jednak Piotr potrafił swój czyn przezwyciężyć, jakby paradoksalnie wobec „wyrwy” na drodze swego życia, potrafił ją „przeskoczyć” – wygrywając bój o swoją duszę. Pewnej odpowiedzi jak powinien zachować się człowiek wobec sytuacji własnego upadku, niewierności daje sama postawa jaką ukazuje Jezus – nie pragnie On karać tych, którzy są mu niewierni, ale czeka na nawrócenie, na przemianę życia i nawrócenie. Przeciwnie do tej pierwszej, postawa zdrady prowadzi do ostatecznej klęski. Wydaje się, że granica między wiernością a zdradą rozgrywa się w napięciu między wiarą a niewiarą. Postawa Piotra zasadza się w wierze w Jezusa Chrystusa, choć w decydującym momencie zabrakło mu męstwa. Natomiast postawa Judasza opiera się na braku wiary w Jezusa Chrystusa jako Mesjasza.

Wydaje się, że to, o czym traktowała niniejsza praca, jest bliskie dzisiejszemu człowiekowi. Żyje on niekiedy w świecie paradoksów w którym obok ludzi świętych stawia się ludzi nikczemnych i grzesznych, próbując ponadto zamienić ich role i osobowości, co więcej – zatrzeć granice między wiernością i zdradą. W takim klimacie przyszło dziś Kościołowi istnieć. W klimacie, gdzie fani Judasza coraz mocniej dochodzą do głosu, podczas gdy ludzie bliscy w postępowaniu Piotrowi mozolnie trudzą się, nie ustając w modlitwach, by ci pierwsi doznali nawrócenia.

Jaka zatem płynie postawa dla prakseologii Kościoła? Jaką drogę wskazać współczesnemu człowiekowi, zapatrzonemu może w nieco uproszczony obraz Judasza-zdrajcy, by nie zwątpił? Potrzeba jest nagląca, bowiem wydaje się, iż różne siły wrogie Kościołowi usiłują spłycić granicę między wiernością a zdradą, wiarą w Boga a ateizmem. Wpierw sprawa najbardziej prosta, ale i nie cierpiąca zwłoki – pogłębić wiarę w Boga, wiarę poszukującą odpowiedzi, nie zaś ślepą, tylko słuchającą. Współczesny człowiek już nie jest (wobec bogactwa źródeł, dostępu do nowoczesnych mediów) tylko nastawiony na odbiór. On słucha – czasem niestety złych i degradujących jego wiarę źródeł i osób. Zatem w kontekście pracy jak i malejącej wiary i gorliwości ludzi można wołać o odnowienie apologetyki katolickiej, by podobnie jak za czasów św. Ireneusza mogła dawać ludziom odpowiedzi na najbardziej aktualne i palące problemy.

Wiara w Boga ma kształtować życie, sprawiać, że człowiek przeżywa je lepiej i pełniej. Temu też może służyć medytacja nad ludzkimi upadkami zapisanymi na kartach Pisma Świętego. Przez ich pryzmat człowiek może odnaleźć niekiedy swoje oblicze – osoby targanej wątpliwościami, upadającej, a także powstającej, by zyskać przebaczenie i nową godność.”


Reżyser filmu o którym myślę i piszę deklaruje się jako ateista. Mam zresztą nieodparte wrażenie, że jego filmy to wyłącznie studium upadku człowieka. Czy temu ma służyć sztuka? Kiedyś napisałem pod jakimś postem na fb, że pan reżyser S. zaprasza widza do swoistej wiwisekcji… kosza na  śmieci. Wykłada jego zawartość na biały obrus (tak, choćby tego z plakatu pokazujący kadr z pijacką “ostatnią wieczerzą”). Drobiazgowo filmuje zgniliznę kapłańskich grzechów w tempie 25 klatek/sek., tak by, broń Goebbelsie, widz nie miał czasu pomyśleć, że przecież to nie jest film dokumentalny, a fabularny. Kroi do szpiku nieistniejącego moralnego kręgosłupa przedstawionych w filmie postaci…

Tylko po co…?
A biedni katolicy komentujący film żywią nadzieję, że coś on zmieni. Napędzający klientów polskojęzycznemu holywood. To tak jakby filmy o gangsterach mogły nawrócić tych, co zeszli na drogę morderstwa, gwałtów i korupcji…

Kościół mówi jasno: “nie patrz na zło”!

“Ten, kto postępuje sprawiedliwie
i kto mówi uczciwie,
kto odrzuca zyski bezprawne,
kto się wzbrania dłońmi przed wzięciem podarku,
kto zatyka uszy, by o krwi nie słuchać,
kto zamyka oczy, by na zło nie patrzeć –
ten będzie mieszkał na wysokościach,
twierdze na skałach będą jego schronieniem;
dostarczą mu chleba, wody mu nie zbraknie. ” (Iz 33, 15-16)

A ci co w obłoconej albie, symbolu czystości, stawają do ołtarza – niegodziwcy – wciąż wierzący.  Ufający. Wątpiący. Powstający. Grzesznicy. Święci. Pasterze….


Z pozdrowieniami,
xPiotrek